Sylwester we Lwowie

Żeby napisać ten post zbieram się już dobrych kilka tygodni, ale standardowo wiecznie brakuje mi czasu. Zaczynałam już „właśnie wracamy ze Lwowa”, „dopiero wróciliśmy do domu”, „minęło kilka dni od naszego powrotu”, ale teraz żaden z tych początków nie jest już aktualny.

Długo też zastanawiałam się, jaką formę powinien przybrać ten post – czy powinnam napisać Wam przewodnik po Lwowie, opisać nasze wrażenia, czy może skupić się na podróżowaniu z dzieckiem. Chyba udało mi się połączyć wszystkie te aspekty i stworzyć plan ostateczny. Pokażę Wam Lwów moimi oczami, zobaczycie zdjęcia z obu naszych wyjazdów, co nawet dobrze się składa, bo w ten sposób uda mi się pokazać Wam najważniejsze miejsca (a nie zawsze aura pogodowa sprzyjała robieniu zdjęć – na przykład kiedy drugim razem weszliśmy na Wysoki Zamek to była taka mgła, że panoramy miasta po prostu nie było).
Lwów to miasto z klimatem, do którego chętnie się wraca i w którym my, Polacy, czujemy się jak w domu. Pierwsza nasza wycieczka może nie wywołała przysłowiowego WOW, bo tak naprawdę nie poczuliśmy się jak za granicą, ale drugi raz i poznawanie miasta z dzieckiem, nieznającym w ogóle cyrylicy, kultury i tradycji otworzył nam oczy na zupełnie inne rzeczy. Przyznam Wam szczerze, że poczułam tę dziecięcą fascynację i cieszę się, że mogłam dostrzec rzeczy, które do tej pory wydawały mi się normalką. A tutaj jaraliśmy się wszystkim, nawet widokiem celnika, a przejście przez granicę (na pieszo! O 5 rano!) okazało się atrakcją wyjazdu.

Zacznę może od początku: pierwszy nasz wyjazd był mniej więcej w połowie listopada – pojechaliśmy samochodem z przyjaciółmi, którzy akurat wybierali się do Lwowa na wesele i postanowili zabrać nas ze sobą. Powiem Wam, że to super mieć znajomych ze Wschodu, bo pomijając już aspekt językowy, naprawdę można zauważyć sporo różnic kulturowych. Okazało się, że dużo łatwiej przejechać samochodem przez granicę, jeśli na pokładzie są Polacy (wtedy przestałam się łudzić, że zabrali nas ze sobą z sympatii). Nie wiem, czy to standard w podróżach na Wschód, ale absurd towarzyszy im od początku do końca. A może to ja przyciągam takie zdarzenia. Na granicy rozładował nam się akumulator, a jeszcze nocą dostaliśmy info od hostelu, że zapomnieli, ale nasz pokój jest już zarezerwowany, bardzo przepraszają, ale no musimy znaleźć coś innego. Już nawet nie chciało mi się wkurzać.
W ciągu dwóch dni przeprowadzaliśmy się trzy razy, ale TO JE UKRAINA. I nie ma w tym ani cienia wrogości, wręcz uśmiecham się na wspomnienie tych wszystkich absurdów. A w dzień wyjazdu, kiedy musieliśmy zwolnić ostatni, zajmowany przez nas pokój, pojawił się problem z przechowaniem bagażu, więc zostawiliśmy go w kiosku u babci (nie mogliśmy zostawić w samochodzie, bo z powodu wątpliwie działającego akumulatora lepiej było nie zamykać drzwi).
Drugi wyjazd był już bardziej rozsądny: zabraliśmy siostrę Patryka na Nowy Rok we Lwowie i to chyba była najfajniejsza rzecz, jaka zdarzyła się w 2017. Gdybyście widzieli tę radość… Jeśli ja cieszyłam się tak samo, kiedy moja siostra zabierała mnie na wszystkie wyjazdy, to zazdroszczę Pauli tego widoku. Serio, super sprawa.

Tym razem zwiedzaliśmy Lwów na spokojnie, dużo (bardzo) jedliśmy, byliśmy w cyrku (mimo, że trochę bałam się widoku męczonych zwierząt, to naprawdę przyjemnie się zaskoczyłam – główną atrakcją byli jednak akrobaci, a zwierzaki – psy, koty i koń bardziej bawiły się z właścicielami, niż wykonywały pokazowe sztuczki). Na miejscu spotkaliśmy się z przyjaciółmi, którzy też w tym roku postawili na Lwów i było naprawdę świetnie. A Patrycja była zachwycona, że może „poimprezować” z „dorosłymi”. Pewnie pamiętacie imprezy rodziców, kiedy nie musieliście iść spać o 22, tylko 0 23.30 i w dodatku posiedzieć przy stole! Pierwszy krok w stronę dorosłości.

Każdy z tych wyjazdów był inny, chociaż zwiedzaliśmy podobne miejsca. Przejdę już do konkretów – dla wszystkich, którzy do Lwowa się wybierają i dla tych, którzy byli i chcą skonfrontować swoje opinie. Poniżej mapa wyjazdu, robiona przez nas:

TRANSPORT

Oczywiście zależy kto, co lubi, ale ja wybieram autobus. Do Lwowa możecie się dostać właściwie każdym środkiem transportu:

  • samochodem (na pewno wygodnie, zabieracie z powrotem cały bagażnik słodyczy, a jak się postaracie, to przywieziecie też majonez),
  • autobusem (jesli jechać nocą, to rozkładacie się na siedzeniu i budzicie dopiero na miejscu. No chyba, że mowa o powrocie do Polski – wtedy raczej będziecie zmuszeni przejść granicę pieszo),
  • pociągiem (też bardzo przyjemna opcja, szczególnie dlatego, że nie stoicie na granicy – cała kontrola odbywa się w trakcie jazdy),
  • samolotem – jeśli znajdziecie odpowiednią promocję, to podóż samolotem wyjdzie Wam cenowo porównywalnie do autobusu, a na pewno to najszybszy środek transportu.

My wybraliśmy autobus głównie dlatego, że organizowaliśmy wyjazd 3 dni przed i nie mieliśmy już innej możliwości. Autobus do Lwowa kosztuje około 80 zł w jedną stronę, ale jeśli szukać odpowiednio wcześniej, to naprawdę można znaleźć ciekawą ofertę. Tak się złożyło, że na Nowy Rok cała nasza grupa dotarła wszystkimi środkami transportu i cenowo kształtowało się to bardzo podobnie. Na pewno, jeśli planujecie spontaniczny wyjazd, na przykład jutro, to najprawdopodobniej w grę wchodzi tylko autobus.  Mnóstwo przewoźników oferuje teraz kursy na Wschód, np. Ecolines, czy BusFor (bilety można znaleźć już od 75 zł).

RESTAURACJE WE LWOWIE

Nie bez przyczyny restauracje zdecydowałam się opisać Wam na samym początku. To chyba właśnie one najbardziej zapadły mi w pamięć. Wyobraźcie sobie stare kamienice, które są CAŁKOWICIE zagospodarowane pod restaurację – od piwnicy, aż po dach, na którym nierzadko znajduje się taras widokowy. Magia tych miejsc sprawia, że chcecie tam wrócić – dla jedzenia, dla klimatu, dla pomysłu. Poniżej znajdziecie kilka miejsc, które, moim zdaniem, musicie odwiedzić! Od razu uprzedzę – kiedy my byliśmy na Ukrainie, to ceny były bardzo zbliżone do tych w Polsce, może odrobinę taniej.

Kryivka – pl. Rynek 14, swojska kuchnia ukraińska
Na pewno to miejsce zaskoczy Was bardziej, niż pozostałe. Do restauracji wpuści Was żołnierz z karabinem, ale tylko pod warunkiem, że znacie hasło. Jak już dostaniecie się do środka to poczęstują Was kieliszkiem wódki miodowej. Kuchnia przepyszna – zupy, kiełbasy, dania zapiekane, a wszystko to podane na metalowych talerzach. Wewnątrz znajciecie mnóstwo broni i mundurów żołnierzy, w których możecie zrobić sobie zdjęcie. Wychodzicie przez podziemny bunkier, który poprowadzi Was na dach. Chyba NAJLEPSZE miejsce we Lwowie.

Livy Bereg – pl. Svobody 28 – wejście z prawej strony Opery
Niezłą zagadką okazało się dla nas znalezienie wejścia do restauracji – pomimo, że to Lewy Brzeg, to znajduje się z prawej strony od wejścia do Opery – na lewym brzegu rzeki Pełtwi. I to, co kochamy we Lwowie – już od wejścia czujecie klimat tego miejsca. Przechodzicie długim, drewnianym mostem nad „rzeką”, przy wejściu witają Was akwiaria z pływającymi rakami. Za danie dla trzech osósb – patelnię raków, z sosem i zapiekanymi warzywami zapłaciliśmy niecałe 20 zł. Najedliśmy się okropnie! Niestety zdjęć mamy bardzo mało, bo walczyliśmy ze skubaniem mięska. Ale było pycha i naprawdę warto tutaj zajrzeć.

Dom Legend – ul. Staroievreiska 48, kuchnia ukraińska
Nie będę Wam wiele zdradzać, bo zepsuję Wam tym całą niespodziankę. Nazwa restauracji już naprawdę wiele podpowiada. W tym miejscu poczujecie się, jak w bajce. Każda sala poświęcona jest innej tematyce, na dachu stoi start trabant, w którym możecie zrobić sobie zdjęcie i podziwiać panoramę miasta. Dodam tylko, że w restauracji obsłużą Was karły. Jedzenie bardzo smaczne, ceny bardzo przystępne. I koniecznie wejdźcie do toalety – nawet jeśli ktoś będzie się z Was śmiał.

 

 


Gazowa Lampa
– ul. Virmenska 20, kuchnia ukraińska


Bardzo przyjemna restauracja, przepyszne sało, które okazało się smakiem wyjazdu dla 11-letniej dziewczynki (!!!). Dziecko, jedzące słoninę ze szczypiorkiem to chyba dziś nieczęsty widok. Bardzo ciekawy sposób podania alkoholu – w kolorowych probówkach. My się ekscytowaliśmy cukrem, podanym na wadze.

Lwowska Fabryka Czekolady – ul. Serbska 3
Ci, którzy mnie znają to wiedzą, że mogę zapomnieć telefonu, ale batonik w kieszeni mam zawsze. KOCHAM CZEKOLADĘ i naprawdę nigdy, przeprzeprzenigdy nie jadłam takich pyszności, jak właśnie we Lwowskiej Fabryce Czekolady. Znowu ukaże się przed Wami ogromny budynek, składający się z kilku pięter i na każdym jest coś innego. Trufle, czekoladki, orzechy w czekoladzie – innymi słowy, czekolada w każdej postaci. Na samej górze jest kawiarenka, gdzie możecie spróbować czkolad pitnych, kawy z czekoladą i deserów czekoladowych. Aż mi słodko na samą myśl. Weźcie koniecznie roztopioną gorącą czekoladę bez żadnych dodatków. Dałabym się za nią pokroić. Chyba nigdy nie napisałam tekstu, w którym tyle razy użyłabym słowa czekolada. Ceny też ok.

Lwowska Kopalnia Kawy – pl. Rynek 10
Bardzo ciekawe miejsce, gdzie „wydobywa się” kawę. Możecie własnymi oczami zobaczyć cały proces –  przejść do podziemnej kawiarni, zobaczyć, jak mieli się kawę i praży ziarna. Na końcu możecie kupić pięknie zapakowane wyroby kawowe – likiery, miody kawowe, przyrawy do kawy. Ceny przystępne, a produkty naprawdę najwyższej jakości.

Pierwsza Lwowska Grill-Restauracja Mięsa i Sprawiedliwości – ul. Valovaya 20
To jest miejsce, dla którego na pewno wrócimy do Lwowa. Podczas naszego pierwszego wyjazdu trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem (kiedy po raz 3 zmienialiśmy mieszkanie i okazało się, że musimy przeczołgać się z walizkami przez pół miasta, bo właściciel dopiero za godzinę będzie na miejscu). Nie zdążyliśmy nawet nic zamówić, bo akurat byliśmy świadkami, jak kat więził w klatce młodą dziewczynę. Widowiskowo! Restauracja ma naprawdę niesamowicie klimatyczny wystrój – średniowieczna karczma, narzędzia tortur i bardzo realistyczny kat. Z opinii znajomych wiemy, że jedzenie pierwsza klasa – pyszne, grillowane mięsko w każdej postaci. Aż ślinka cieknie!

Masoch Cafe – ul. Serbska 7
Niestety nie mieliśmy okazji próbować dań w tej restauracji, ale wybraliśmy się tam bardziej w formie wycieczki. Na pewno Masoch rzuci Wam się w oczy, bo przed drzwiami ustawiają się tłumy turystów. Przywita Was również sam Leopold Ritter von Sacher-Masoch – austriacki pisarz, od którego wywodzi się pojęcie masochizmu! Zresztą nie bez przyczyny! Potwierdzi to sam wystrój restauracji, ale lepiej bądźcie grzeczni – kelnerki wyposażone są w pejcze, więc nie wiadomo, jak skończy się wasza wizyta w Mazochu.

Loża Masońska (The Most Expensive Galician Restaurant) – pl. Rynek 14
W Loży Masońskiej byliśmy tylko na kawie, ale tak to jest, jak w tydzień chce się odwiedzić wszystkie restauracje we Lwowie. Po pierwsze, niełatwo tam trafić. Znajduje się tuż nad Kryivką, ale trzeba wiedzieć, w które drzwi zapukać. Nie chcę zdradzać Wam atrakcji, ale musicie być naprawdę pewni, że przyszliście we właściwe miejsce, inaczej możecie nie wejść do środka. Wystrój bardzo elegancki, widok z okien na główny rynek – magia! I ceny przerażające! Kawa za 99 zł? Możliwe! Ale jeśli macie kartę stałego klienta to dostaniecie rabat -90%. Warto zajrzeć do toalety, bo w domu takiej na pewno nie macie!

CO WARTO ZOBACZYĆ WE LWOWIE?

Rynek, na którym znajduje się wiele restauracji, sklepów, obiektów architektury. Warto zajrzeć również do Ratusza – na górze znajduje się przepiękny taras widokowy, z którego zobaczycie panoramę całego miasta.

Na Rynku i na pobliskich uliczkach znajdziecie również:

  • Apteka Muzeum – ul. Stavropihiiska 3
    Najstarsza apteka we Lwowie, która nadal działa! Możecie zobaczyć zabytkowe fiolki, ale też kupić lekarstwa. Wstęp, oczywiście, free.

  • Włoskie podwórko – pl. Rynek 6
    Jak przechodząc przez bramę znaleźć się we Włoszech? Całkiem bezproblemowo!

  • Cerkiew Św. Piotra i Pawła – ul. Teatralna 11
  • Kaplica Boimów – ul. Katedralna 1
  • Katedra Ormiańska – ul. Virmenska 7/13
  • Teatr Opery i Baletu – pl. Svobody 28

  • Lwowski Cyrk Państwowy – ul. Gorodotska 83
    I tutaj muszę napisać słów parę, bo pewnie w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby wybrać się do cyrku. Głównie dlatego, że bardzo nie lubię oglądać męczonych zwierzaków, a poza tym… kto chodzi do cyrku. Tym razem poszliśmy ze względu na Patrycję, która w Operze maksymalnie wytrzymałaby pierwszy kwadrans pierwszego aktu. I powiem Wam, że jestem niesamowicie szczęśliwa, że jednak postawiliśmy na cyrk. Dzięki Bogu były jeszcze wolne miejsca, ale dzień później, kiedy szukaliśmy biletów dla znajomych – sala była pełna! Mieliśmy bardzo dobre miejscówki, a za osobę zapłaciliśmy ok. 25 zł. Zwierzęta, które występowały to właściwie tylko psy i koty, które bardziej bawiły się ze swoimi właścicielami, niż wykonywały sztuczki. A poza tym, obudziła się we mnie mała dziewczynka i naprawdę to wyjście do cyrku bardzo mnie wzruszyło. Polecam Wam serdecznie! My trafiliśmy na przedstawienie noworoczne, więc był i Święty Mikołaj i sanie, i czuć było tę świąteczną atmosferę.

  • Sobór Św. Jura – plac Świętego Jura 5 – zaraz obok Cyrku

  • Wysoki Zamek – ul. Wysoki Zamek
    Naprawdę warto wybrać się na Wysoki Zamek, bo widok na miasto zapiera dech w piersiach!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • The Cult – ul. Chaikovskoho 7
    Bardzo symatyczne miejsce na piwo, alkohol, sziszę. Jedzenie też naprawdę w porządku, chociaż to bardziej klub, niż restauracja. I oczywiście atrakcja wieczoru, czyli KARAOKE! Byliśmy tam dwa razy – za pierwszym razem trafiliśmy na koncert muzyki na żywo – wybawiliśmy się prawie do zamknięcia klubu. Oczywiście później też zaczęło się karaoke. Drugim razem zarezerwowaliśmy stolik dla dużej grupy (11 osób) i okazało się, że otrzymaliśmy osobną, zamkniętą salę tylkodo naszego użytku (można powiedzieć, że z bonusem w postaci bodyguarda za drzwiami). Nie do końca o to nam chodziło, ale pani kelnerka (która nieźle mówiła po polsku, więc bez problemu się dogadliśmy) obiecała, że jak tylko zwolnią się miejsca, to przeniosą nas do sali ogólnej. I takim sposobem zostaliśmy w The Cult do rana i śpiewaliśmy hity w każdym języku. A co nas dodatkowo zdziwiło – wódkę sprzedaje się na gramy w szklanych karafkach.
  • Cmentarz Łyczakowski – ul.  Mechnykova 33
    Przepiękny, historyczny i jednocześnie najstarszy cmentarz we Lwowie, na którym spoczywa wielu Polaków, m.in.: Maria Konopnicka, Juliusz Makarewicz, Gabriela Zapolska. Oprócz tego, zobaczycie także sektor Orląt Lwowskich, wiele zapierających dech w piersiach mogił żołnierzy, literatów, działaczy politycznych.

Pierwotnie w naszym planie nie było zwiedzania cmentarza, trafiliśmy tam zupełnie przypadkowo (ale to dziwna i dość długa historia), ale absolutnie nie żałujemy. Tak naprawdę chcieliśmy iść do Szewczenkowskiego Gaju, ale nie mieliśmy już pieniędzy i pani nas nie wpuściła, więc poszliśmy na cmentarz, a tam pan był bardziej życzliwy i wpuścił nas za cukierka. A, że zaczynało się już ściemniać, to poszliśmy do baru naprzeciwko, gdzie spotkaliśmy Vladymira – lekko wstawionego pół Polaka, pół Ukraińca. Właściwie nie do końca wiemy, kim był, bo mówił też o rodzinie w Miami, ale spędziliśmy z nim długie godziny na pogawędkach i wymianie anegdot. Mówiłam Wam już kiedyś, że przyciągam dziwnych ludzi i dziwne zdarzenia?

Tym akcentem chyba zakończę. Nie wykluczam, że może jeszcze coś przyjdzie mi do głowy i dopiszę w wolnej chwili. Kto z Was był we Lwowie? Czym możecie się podzielić? Co możecie mi podpowiedzieć, żebym dodała do naszej listy?

Jak obchodzi się Święta w Rosji?

by OJS Na Wostok 0 Comments

Jednym z moich postanowień noworocznych będzie regularne prowadzenie bloga! Mini skrawki z życia naszych lektorów możecie zobaczyć na Instagramie, ale wciąż mi mało. Już zaraz zasypiemy Was relacjami, bo wracamy do naszego kochanego Lwowa i tam przywitamy Nowy Rok. Niestety wszyscy jesteśmy chorzy i wizja 14 godzin w podróży nie zachęca… Tym razem jedziemy całkiem sporą ekipą, zabieramy też siostrę Patryka, więc zupełnie inaczej organizujemy wyjazd, bierzemy pod uwagę atrakcje dla dzieci, musieliśmy załatwić dużo dodatkowych dokumentów np. podpis notariusza ze zgodą na wyjazd dziecka pod opieką nie-rodziców itp. O naszej wycieczce bardziej szczegółowo napiszę Wam po powrocie, a teraz, korzystając z długiej drogi, przybliżę Wam kilka ciekawostek, dotyczących Świąt na Wschodzie. Nie będę tu powoływać się na żadne fakty historyczne, tylko tak po prostu powiem Wam, jak te Święta wyglądają z mojego punktu widzenia. Z góry przepraszam za możliwe błędy merytoryczne, poprawcie mnie, jeśli się mylę – opowiem Wam o tych Świętach jako Polka, która obserwuje bacznie przyjaciół ze Wschodu 🙂

Dziwne tradycje Bożonarodzeniowe

Święta na Wschodzie zaczynają się później, niż u nas. Pierwsze ważne Święto jest 31 grudnia, czyli Nowy Rok, który w Rosji obchodzi się podobnie do naszej Wigilii Bożego Narodzenia. W przeciwieństwie do nas, w Rosji to nie jest czas dla znajomych, a dla rodziny. Nie ma więc wielkiego balu, ale kreacje, makijaże i nienaganny wygląd obowiązkowo. Przecież nie tajemnicą jest, że Rosjanki bardzo dbają o swój wygląd nie tylko na wielkie święto.
Na stole serwowane są potrawy podobne do naszych, jest też sałatka warzywna „оливье” (trochę taka nasza sałatka warzywna, tylko najczęściej z mięsem), śledzie, kapusta, makowiec, kutia, sernik.
Jakie więc są różnice? Opowiem Wam o kilku nietypowych tradycjach, które mnie zdziwiły najbardziej.

Szampan z popiołem i przemówienie prezydenta

Kolacji noworocznej towarzyszy wizyta Dziadka Mroza, który w ten dzień przynosi dzieciom prezenty (nie zapominajmy jednak o 19 grudnia – rosyjskim odpowiedniku naszych Mikołajek, kiedy to „zachodni” Święty Mikołaj w czerwonym płaszczu zostawia dzieciom pod poduszką małe upominki). 31 grudnia to dzień bardzo ważny dla moich przyjaciół. Przygotowują się do niego już kilka tygodni wcześniej, zasiadają z rodziną przy stole i jedzą do białego rana. Zanim jednak ten ranek nastąpi, na chwilę przed północą Rosjanie zapisują na karteczkach życzenia noworoczne, zapalają kartkę nad kieliszkiem szampana i wraz z popiołem wypijają, kiedy zaczną bić kuranty. Wtedy też w telewizji pojawia się sam prezydent, który składa Rosjanom uroczyste życzenia. Naprawdę mało kto przegapi to coroczne wystąpienie. W większości miast Rosji i Ukrainy znajdują się duże choinki, pod którymi odbywają się pokazy fajerwerków. Po wszystkim można wrócić do kolacji noworocznej, chociaż większość młodzieży spotyka się wtedy na domówkach lub imprezach.

Prezent prawdę Ci powie

Nie chcę generalizować, ale taka sytuacja miała miejsce nie raz: jeśli Rosjanin bardzo Cię lubi i bardzo Cię ceni, to da Ci prezent drogi, wyszukany, nietypowy, ale może nie do końca w Twoim guście. Wśród mojej rodziny i przyjaciół w Polsce zawsze staramy się dopasować prezent maksymalnie indywidualnie do człowieka, choćby to miał być nawet drobiazg. A tam nie. Tam lepiej dać coś ekskluzywnego, ważne tylko, żeby pokazać że cena prezentu równa się stosunek danej osoby do Ciebie. I w ten sposób ja zawsze ślęczę nad prezentami od serca, własnej roboty, a dostaję w zamian coś zupełnie niedostosowanego do mojej osoby. Teraz już wiem, że to przejaw sympatii, ale na początku było to dla mnie mocno niezrozumiałe.

Dziś są Twoje urodziny

Ostatnio stuknęło mi 25 lat i ten wiek już zobowiązuje do pewnych przemyśleń 🙂 Pamiętam moje urodziny kilka lat temu, kiedy to znajomi zorganizowali dla mnie imprezę niespodziankę dzień przed, a ja w bamboszkach i szlafroczku grałam na telefonie w jakąś grę i zupełnie nie spodziewałam się gości, a tym bardziej imprezy. Wszyscy rozeszli się 29 grudnia o 12:00, a na 15:00 przyjeżdżała już do mnie rodzina na urodzinowy obiad. Częścią niespodzianki było też wyjście do kina na 19:00, więc możecie sobie wyobrazić, jak się czułam. Oczywiście zasnęłam po 10 minutach od rozpoczęcia seansu.

Dlaczego Wam o tym piszę? Otóż to był rok, kiedy duża część moich przyjaciół z Rosji przyjechała na wymianę studencką i UPARLI się, że musimy spotkać się na urodzinowy toast KONIECZNIE W DNIU MOICH URODZIN. Powiedziałam kategoryczne NIE i kiedy wyszłam z kina, czekali na mnie przed salą… No przecież nie powiem „давай, до свидания”,bo to niegrzeczne i zabrałam ich na Piotrkowską na urodzinowe piwo. Tym samym, wróciłam do domu o 1:00 już 30 grudnia i ponad 30 godzin byłam bez przerwy na nogach. Piszę Wam o tym, żeby zobrazować rosyjską honorowość i to, że co, jak co, ale Rosjanie o Was nie zapomną. I wierzcie mi, że nie ma bardziej oddanych ludzi, niż właśnie oni. Trochę tu oczywiście uogólniam, ale z racji moich regularnych podróży na Wschód często przychodzi mi korzystać z uprzejmości znajomych i zawsze mogę na nich liczyć. Nie bez przyczyny mówi się o rosyjskiej gościnności i uprzejmości.

Różnic kulturowych jest więcej, niż Wam się wydaje i naprawdę godzinami mogłabym o tym opowiadać. Tymczasem mogę Wam polecić film Ёлки, który doskonale pokazuje noworoczne szaleństwo i zabobony Rosjan. Sama chętnie wrócę do tego filmu, bo dużo już zapomniałam,a do niektórych rzeczy po prostu się przyzwyczaiłam i nie zwracam na nie uwagi. Czekam na Wasze opinie i komentarze, a już niebawem opowiem Wam o innych postanowieniach bożonarodzeniowych i zrelacjonuje nasz wyjazd do Lwowa. Śledźcie nas na Instagramie, będziemy dodawać regularnie relacje!

Przy kawie o biznesie – Biznes w Polsce i na Wschodzie

Przy kawie o biznesie - Biznes w Polsce i na WschodziePrzy kawie o biznesie – Biznes w Polsce i na Wschodzie:

W ostatnią sobotę 30/09 spotkaliśmy się w Business Link Łódź (ul. Narutowicza 34) na pierwszym spotkaniu z cyklu „Przy kawie o biznesie”. Głównym tematem naszych rozmów był biznes w Polsce i na Wschodzie, a szczególnie – na Ukrainie. Zajęliśmy się problemami prawnymi, ale też tymi bardziej praktycznymi.

Read More

Cerkiew św. Olgi. Wycieczka słowiańska

W sobotę, 24 czerwca, mieliśmy okazję zwiedzić Cerkiew Św. Olgi przy ul. Piramowicza 12.

Bardzo dziękujemy wszystkim za liczne przybycie, za wszystkie pytania, które padły tego wieczoru i wielkie podziękowania również dla ks. Jakuba Dmitruka za interesujące i wyczerpujące odpowiedzi!

Było wspaniale!

To nie ostatnia wycieczka tego typu, bo wspólnie z Katedralna Parafia Prawosławna Św. Aleksandra Newskiego w Łodzi planujemy jeszcze wiele takich spotkań!

 

Rozkład jazdy na czerwiec!

Czerwiec w NA WOSTOK zapowiada się bardzo aktywnie! Mamy dla Was kilka dodatkowych wydarzeń, których niedawno zostaliśmy partnerem, dlatego, żebyście nie żadnej imprezy przedstawiamy rozkład jazdy na najbliższy miesiąc:

6/06 (wtorek) – Konkurs recytatorski «Русское слово», start o godz. 14.00, Pałac Młodzieży im. Juliana Tuwima w Łodzi, al. Wyszyńskiego 86. Trzymajcie kciuki za wszystkich uczestników! Wieczorem ogłosimy zwycięzcę!

10/06 (sobota) – Słowiański Bałagan Językowy #7: Poezja rosyjska – start o godz. 19.00, Cafe Bar Poczekalnia, ul. Więckowskiego 16. Czytamy wiersze, pijemy herbatę i gadamy w językach słowiańskich. Nie znasz rosyjskiego, ale znasz polski? Świetnie, czekamy!

24/06 (sobota) – Wycieczka Słowiańska: Zwiedzanie Cerkwi św. Olgi, Cerkiew św. Olgi w Łodzi, start o godz. 17.00, ul Piramowicza 12. To dopiero początek Wycieczek Słowiańskich!

20/06-27/06 – Międzynarodowy Festiwal Twórczości Młodych „Folkowe Inspiracje – zapraszamy Was do Folkowego Miasteczka w Manufakturze, gdzie będziecie mogli zatopić się w kulturze słowiańskiej i razem z nami wziąć udział w Warsztatach! Będzie świetnie! Więcej szczegółów wkrótce!

24/06-25/06 – Zapraszamy na Dni Aleksandrowa Łódzkiego 2017, koncerty i mnóstwo wydarzeń. Co będzie tam robić nasza szkoła? Będzie folkowo! Ale o tym już wkrótce!

27/06 (wtorek) – Niezwykłe spotkania z niezwykłymi ludźmi! Start o godz. 18.00 – spotkanie z Pawłem Pieniążkiem, autorem książki „Wojna, która nas zmieniła”, a o 19.30 z Charlsem Kingiem, autorem książki „Odessa”. Dom Literatury w Łodzi. Szczegóły już za moment!

Poezja rosyjska. Słowiański Bałagan Językowy #7

Słowiański Bałagan Językowy #7: Poezja rosyjskaWe wtorek 6 czerwca dowiemy się, kto zostanie zwycięzcą Konkursu Recytatorskiego „РУССКОЕ СЛОВО”, który Pałac Młodzieży im. Juliana Tuwima w Łodzi organizuje przy drobnej pomocy NA WOSTOK! Celem konkursu jest pokazanie, jak piękna może być poezja rosyjska.

Kilka dni później, już w sobotę 10 czerwca o 19.00 zapraszamy uczestników konkursu, uczniów NA WOSTOK i wszystkich innych zainteresowanych na Słowiański Bałagan Językowy #7: Poezja rosyjska!

Tym razem w Cafe Bar Poczekalnia będziemy czytać wiersze naszych wschodnich sąsiadów!

Wakacje w PETERSBURGU – LIPIEC 2017

UWAGA!
JEDZIEMY DO PETERSBURGA!piter_tury

Tak nam się spodobało w Moskwie, że w tym roku musimy zwiedzić jeszcze Petersburg! Zapraszamy wszystkich, którzy na żywo chcą się przekonać, jak wyglądają białe noce i spędzić 10 dni w naszym towarzystwie!
Termin: 6.07-17.07*
Ilość miejsc: 15
Termin zgłoszeń: 15.05.17

* Jeśli 10 dni to dla Was za dużo lub macie inne propozycje, dotyczące terminu to jesteśmy otwarci na negocjacje! Jeśli chcecie pojechać na krócej to powrót możemy zorganizować w dwóch turach za odpowiednio mniejszą kwotę.

Więcej informacji u naszych lektorów, na Facebooku lub na vk.com! Dzwońcie, piszcie – jesteśmy do Waszej dyspozycji!

Zapraszamy!

Źródło grafiki: http://www.nsclub.ru

Konkurs Recytatorski „РУССКОЕ СЛОВО”

 

PLAKAT_WWWMiło nam ogłosić, że wraz z Pałacem Młodzieży im. Juliana Tuwima w Łodzi zostaliśmy patronem !

Tym samym zachęcamy naszych najmłodszych odbiorców do udziału w tym przedsięwzięciu, przybliżenia się do kultury rosyjskiej i walki o wspaniałe nagrody!
Konkurs odbędzie się 6-go czerwca o godzinie 14.00 w Pałacu Młodzieży przy al. Ks. Kard. St. Wyszyńskiego 86.

My też tam będziemy!

Dodatkowo możemy zdradzić, że zwycięzców konkursu, jak i naszych gości specjalnych będziecie mogli posłuchać na najbliższym Słowiańskim Bałaganie Językowym!